Humory i cacka

500x500

 

Och, bardzo kocham Spotify za to, że mogę w naprawdę dobrej jakości i bardzo niedługo po premierze posłuchać płyt ulubionych pianistów. Wczoraj więc wyciągnęłam się z opowiadaniami Trifonova w dłoni (pisarza, nie pianisty) i włączyłam płytę Vadyma Kholodenki Tchaikovsky, Balakirev, Chaplygin, Kurbatov. Vadym to pianista młodszego pokolenia. Rocznik 1986. Przystojniak. Szczęśliwy mąż i tata i od niedawna mieszkaniec Stanów, niestety… no i zwycięzca Konkursu Van Cliburna (jednego z tych najważniejszych konkursów na świecie). I naprawdę ciekawa muzyczna osobowość.

Nie wiem o płycie nic. Po prostu, na czysto, włączyłam. Najpierw cztery części sonaty Balakireva (kompozytor, dyrygent i pianista, 1837-1910). Potem 6 utworów na fortepian op. 21 Czajkowskiego. Preludium, całkiem łagodne i ciepłe, potem czterogłosowa fuga. A potem?

Koniec!

Amen.

Nie ma słuchania dalej. Zapętlam bez głębszego namysłu niesamowite Impromptu. Króciutkie, trwa ledwo 2:41…Niby nic, niby tylko  kompozycja o nieustalonej budowie, co to wyrosła “z praktyki improwizacyjnej w muzyce fortepianowej XIX w.”, jak powie nam encyklopedia muzyczna.

A tu co? 7 sekund lekkiego, jakby od niechcenia odegranego motywu. Ale oczywiście nie z Czajkowskim takie numery, zaraz trzeba trochę głośniej go pociągnąć, bardziej dramatycznie, trochę zagęścić – choć melodia jest całkiem prosta. Potem moment oddechu, muzyka staje się trochę bardziej melodyjna – ale zaraz znów się ręka prawa i lewa się rozchodzą i następuje krótki a dobitny monolog w wyższych dźwiękach. Potem znów ten grymaśmy, chmurny, nonszalancki motyw – ale i on rozbiega się w perełki jasnych tonów (może się Czajkowski trochę zdenerwował jednak?) – i cichnie. Tylko strzyc uchem czy nie ma tam jakiegoś niechętnego mruknięćia. I jest, zamyka utwór. I już.

Uroczy jest ten muzyczny drobiazg, w pierwszej chwili zupełnie jak nie Czajkowskiego – pomyślcie o tym portrecie Kuznetsova… o tych wąsach i eleganckim stroju…

Peter_Tschaikowski

(Https://commons.wikimedia.org)

A tu takie humory! Pytanie tylko co zrobił Vadym? Otóż zagrał tak, że poczułam się jakbym pierwszy raz w życiu usłyszała pełną, właściwą wersję tego utworu. To jasne, że każdy nada Impromptu nieco inny rytm w temacie, że inaczej poakcentuje, bo palce same poniosą.  Ale ja nagle i ze zdziwieniem odkryłam jakiś brakujący element! Czy jest to  świetnie pokazane nachmurzenie, trochę opieszałości, może  lekka niechęć – nie wiem. Ale pewne jest, że wersja ta wywołuje w mej  głowie wrażnie dnia szarego i wietrznego.  Pianista zaś przede wszystkim prowadzi utwór tak jakby rzeczywiście improwizował, grał od niechcenia; jakby się zamyślił i ręce intuicyjnie biegły po klawiszach. Tu o ułamek sekundy przyspieszył, tu dwa dźwięki całkiem luźną ręką mu się uderzyły, na chwilę się skupił, ale potem spojrzał gdzieś w bok i juś rozproszył, bo słychać po rytmie… Sam utwór to cacko, pełen kapryśnego wdzięku – i ten wdzięk Kholodenko ma. Gra całkiem naturalnie, jakby tylko dla siebie, nie całkiem zdecydowany co zacząć. Trochę jak  pianista, który musi rano poćwiczyć i jeszcze się nie do końca rozbudził – a my słyszymy go przypadkiem, przez chwilę, nieruchomiejąc za węgłem.

Bajka. Czyż nie? 🙂 Sprawdźcie sami.

 

PS. Rzecz jasna, posłuchałam płyty do końca. A potem szybciutko wróciłam do Impromptu. Oczywiście, zapętliłam 😉

Definicja impromptu: http://www.rmfclassic.pl/encyklopedia/impromptu.html

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s