Pogodny Chopin

Kto nie dotarł po linku, może przeczytać poniżej recenzję z koncerto-recitalu Charlesa Richada-Hamelina z marca z Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej. Smacznego 😉

WP_20160313_17_54_14_Pro

Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki fortepianowej i Chopina. Słucham płyt, transmisji koncertów przez internet i radio, śledzę przebieg Konkursów Chopinowskich – ale najchętniej sprawdzam pianistów na żywo, w filharmonii. Najlepiej z fotela na poziomie sceny i lekko na lewo od fortepianu. Potrafię jechać na drugi koniec Polski tylko na kilka godzin dla pianisty, którego szczególnie lubię. Jednak przez ostatnie trzy lata rzadko się zdarzało żebym przeorganizowała plany i jechała posłuchać znanego mi muzyka w repertuarze, który już raz w jego wykonaniu słyszałam. W ubiegły weekend taki impuls wzbudził we mnie Charles Richard-Hamelin, którego słuchałam w Toruniu w piątek. W nowej sali CKK Jordanki zagrał on pół recital, pół koncert z repertuarem stuprocentowo chopinowskim – była to nie lada gratka dla tych, którzy dla Fryderyka Franciszka mają duży sentyment. Richard-Hamelin zaskoczył mnie mocno swoją interpretacją, więc musiałam powtórzyć koncert aby mieć całkowitą pewność co do tego, co słyszałam i czułam w trakcie koncertu w Toruniu. W niedzielę rano ruszyłam więc do Olsztyna.

Warmińsko-Mazurska Filharmonia wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Wygodny, pełen światła i przestrzeni, a jednocześnie kameralny gmach, funkcjonalny i przyjazny, przytulne foyer i miła kawiarenka. I sala koncertowa – nowoczesna, jasna, o bardzo dobrej akustyce, na tyle duża, żeby muzyka brzmiała swobodnie. Na tyle mała, żeby z każdego zakątka widowni widać było co się dzieje na scenie. I do tego pianista, laureat II nagrody w ostatnim Konkursie Chopinowskim i zdobywca nagrody Zimermana za najlepsze wykonanie sonaty. Po krótkim, przyjemnym i porządnym merytorycznie wprowadzeniu pojawił się na scenie – tak jak w Toruniu cały w czerni, z miłym uśmiechem. Siadł, położył ręce na klawiaturze, swobodnie przegrał przez klawiaturę pasaż, który otwiera Nokturn H-dur – a ja przepadłam wraz z ostatnim dźwiękiem tej frazy, miękkim, ciepłym i zapraszającym.

Jest wiele pozytywnych określeń, których mogłabym użyć aby określić sposób gry tego zdumiewającego pianisty w trakcie wykonywania pierwszego i kolejnych utworów: Ballady As-dur, Poloneza-Fantazji i wreszcie cacka, cudeńka – Introdukcji i Ronda op. 16. Nie ma też sensu powtarzać opinii członków jury Konkursu Chopinowskiego. Ale kilka obserwacji jest nie do pominięcia. Już w pierwszych taktach utworów, granych przez pianistę, ujawniło się to, co chwyciło mnie za serce w piątkowy toruński wieczór. Richard-Hamelin gra Chopina zupełnie naturalnie, z wielkim rozumieniem treści muzycznej i emocji; z uwagą. Ale przede wszystkim – z pełna bezpośredniością, bez autokreacji, z wielką sympatią dla Chopina i radością. Nigdy jeszcze nie spotkałam pianisty, który wykonywałby utwory kompozytora (którego przecież nie znał osobiście) tak, jakby byli dobrymi znajomymi i jakby łączyło ich dużo więcej niż wspólna praca nad utworami. Muzyk nie tylko czuje się całkiem swobodnie z Chopinem pod palcami, co ujawnia mowa całego ciała, ale też posługuje się bardzo ładną, ciepłą, życzliwą barwą (myślę, że jest to też częściowo zasługą filharmonijnego Steinwaya) i miękkim, dobrym dźwiękiem. Dobrym tak, jak dobry może być człowiek – raczej szczęśliwy, wiodący spokojne, zrównoważone życie wśród bliskich, z możliwością pracy nad tym, co najbardziej go pasjonuje i bez nadmiernej presji otoczenia. Richard-Hamelin jest też niezwykle bystry, inteligentny – świetnie porozumiewa się z ukrytym w muzyce Chopinem i oryginalnie – ale nie ekscentrycznie – akcentuje emocje, które kompozytor w niej zawarł. Olsztyńska interpretacja była pełna pasji, pełna, soczysta, pięknie brzmiąca. Pianista grał tak, jakby w ogóle nie miał tremy i tak jak w Toruniu sprawiał, że duża, wyciemniona sala stała się jakby mniejsza i bardziej zaciszna, a fotele wygodniejsze. Nokturn, ballada i polonez pokazały, że muzyk operuje też sprężystym, świeżym dźwiękiem i że w jego interpretacji nie ma zbędnego sentymentu, mglistej melancholii i poetyckiej nostalgii jak z poezji młodopolskiej. Oczywiście, są niekiedy smutek czy niepokój, ale nigdy bezgraniczne i beznadziejne. Nie ma tu charakterystycznej, “złamanej”, “błękitnej” nuty chopinowskiej, która słychać u większości pianistów. Jest dyskretna pewność i solidność, optymizm, zadowolenie z życia. Charles Richard-Hamelin bardzo trafnie wybrał utwory do recitalu – pokazując Chopina wesołego, pogodnego, zadowolonego z życia – a nie, jak to często bywa, choć w jednym utworze chimerycznego awanturnika, który właśnie pokłócił się z ukochaną George Sand. Kolejna fala radości i entuzjazmu zalała mnie gdy pianista rozpoczął rondo – przepiękne, lśniące, wewnętrznie skontrastowane, które wykonał z ogromnym smakiem, frajdą, swobodą – i, jak słusznie zauważyła już odnośnie do toruńskiego koncertu moja mama – lekko jazzująco.

Druga część, w trakcie której wykonano Koncert f-moll, bardzo mnie wzruszyła. Orkiestra Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej pod batutą Piotra Sułkowskiego przeniosła publiczność do XVIII-wiecznej Warszawy, majowej czy może letniej, w której młody Fryderyk spędzał czas z przyjaciółmi, pisząc i grając, spacerując i zwierzając się bliskim z miłości do śpiewaczki Konstancji Gładkowskiej. Charles Richard-Hamelin doskonale czuje atmosferę młodości, radości, zawartą w tej kompozycji. Świetnie eksponuje czar, lekkość, ujmująca melodyjność i słodycz utworu, żywość trzeciej części i dostojeństwo, szlachetność pierwszej. Orkiestra poprowadzona została także z wyraźną przyjemnością i sentymentem i chyba nutką rozrzewnienia, bo wszystkie najtrudniejsze, najbardziej znaczące momenty – smyczkowe podbijanie dźwięku, partie fagotów, rogów, pizzicato, wibrato – były doskonale wyważone.

Zakładając, że nie można być bezkrytycznym, myślę o słabych stronach koncertu. Lecz trudno tu zganić cokolwiek! Nawet publiczność zareagowała żywiej niż w Toruniu, nie wychodziła po długich oklaskach i nie puściła pianisty bez aż trzykrotnego bisu (mazurek z op.33 i Polonez As-dur, a na finałowe wyciszenie rondo Beethovena). Pianista otrzymał czterokrotną owację na stojąco – cóż więc mogę dodać, co zganić? Doskonałe wyczucie rytmu tańców w mazurku, wdzięk i rozmach poloneza, spokój i poczucie harmonii ronda? Byłoby to nierzetelne. Zapraszam więc szczerze na koncerty i recitale Charlesa Richarda-Hamelina. Pianista ma świetny gust, więc program będzie wart uwagi i na pewno znajdzie się w nim więcej niż klasyczne “hity”. Dodajmy do tego solidne wykonanie, przyjazną, pozbawioną dystansu atmosferę – i radość, i ciepło, którymi promieniują wykonania pianisty. Gwarantuję, że wykonania pianisty i sama jego osoba rozjaśnią naszą zabieganą, zapracowaną, często stresującą i codzienność. A ponad wszystko – dostarczą rzadko doświadczalnej, czystej, dogłębnej estetycznej radości i satysfakcji.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s