Let’s listen to some Vivaldi shit!

Kto choć raz słyszał o Nigelu Kennedym i jego projektach muzycznych może sobie z grubsza wyobrazić co działo się w gdańskim Starym Maneżu w ostatnią sobotę. Skrzypek i towarzyszący mu zespół – Cappella Gedanensis oraz kontrabasista Tomasz Kupiec, gitarzyści Rolf Bussalb i Julian Buschberger, klawiszowiec Paweł Tomaszewski i perkusista Adam Czerwiński – mieli wykonać klasyczne, doskonale znane Cztery pory roku Vivaldiego. Ale w nowej, nigelowskiej aranżacji, która została już nagrana na wydanej pod koniec ubiegłego roku płycie Vivaldi: The New Four Seasons.

Wieczór zapowiadał się świetnie. Cappella i tour manager byli pomocni jeśli chodzi o akredytację (choć była to akcja bardzo last minute), do klubu udało mi się dostać na styk, ale bez błądzenia. Wnętrze Starego Maneżu wywarło świetne pierwsze wrażenie. Scena profesjonalna, nie za wielka, sektor siedzący i dwa niewielkie balkony, łagodne oświetlenie. Obsługa miła. Zanim zdążyłam się dobrze rozejrzeć, na scenie pojawił się zespół – ubrany stylowo, jak na kameralistów przystało – we fraki, zaś kobiety odziane w przykuwające wzrok długie, czerwone spódnice. Czterej gentlemani wystąpili w kompletnej czerni lub czerni z dodatkami jak się okazało nieco później. A Nigel – jak to on – wkroczył ubrany w koszulkę piłkarską i buty sportowe – jedno i drugie odblaskowo żółte – i w wygodne spodnie. Na głowie charakterystyczny, siwiejący irokez, na ustach uśmiech, zamaszyste gesty, w ręce klasyczne skrzypce (ale nie powiem czy Guarineri czy Stradivarius). Przywitał się, poprzybijał trochę „żółwików”, zagadnął kilka osób z publiczności pytając o imię, żartując w swoim stylu i nie przebierając w słowach. A potem niespodziewanie – zasunął Bacha. W jednym z wywiadów mówił, że czuje się w obowiązku by prezentować twórczość tego kompozytora, którego bardzo ceni. Rozumiem to. Jeśli przejdzie się już etap utworów szkolnych Jana Sebastiana i nauki polifonicznego (wielogłosowego) myślenia o muzyce, i usłyszy jego cudowną harmonię, trudno się dziwić Nigelowi. Bach nawet w krótkich formach jest szlachetny, czysty, przenikliwy. Ma w sobie powagę i dostojeństwo. Słuchając go w sobotę, w tak przemyślanym, pełnym oddania i precyzji wykonaniu, przez krótką chwilę poczułam dotyk Absolutu, tchnięcie sacrum. A otaczająca mnie widownia słuchała bez szmeru, bez ruchu, w całkowitej ciszy.

Potem na scenie zagościły jazz i improwizacja. Skrzypek z zespołem wykonali kilka utworów współczesnych kompozytorów, w tym Śmietany. W trakcie tego setu słyszałam i widziałam Nigela takiego, z jakim zetknęłam się pierwszy raz dwa lata temu w trakcie koncertu w Toruniu, kiedy grał z Kroke. Całkowita swoboda i frajda, zmyślne, zgrabne, porywające do potupywania improwizacje, jasne do słuchania i zrozumienia dla wszystkich, nawet tych nie znających się na klasyce czy jazzie. Była tu partia duetowa, w trakcie której skrzypek Cappelli Przemysław Mazur i sam Kennedy dogrywali sobie jak gitarzyści na koncercie rockowym, z werwą, frajdą i doskonałym wyczuciu melodii. Pomagała im zresztą cała orkiestra – dowodząc, że są właściwymi ludźmi na właściwym miejscu. Czterej wymienieni wcześniej instrumentaliści, muzyczni przyjaciele skrzypka, to także wykonawcy najwyższej klasy, uczestnicy wielu projektów na całym świecie. Ale Cappella… ooooo, była fenomenalna. Słuchałam jej rok wcześniej w trakcie festiwalu Probaltica, gdzie grała bardzo współczesne utwory kompozytorów toruńskich, radząc sobie świetnie z utworami nie zawsze łatwymi do przyswojenia, wykonania i oczarowania nawet dobrze przygotowanej publiczności. Ale to, co zespół zrobił w Starym Maneżu nie pozostawia wątpliwości – trudno (na pewno w Polsce, bo dalej jeszcze nie sięgam na tyle, aby wydać osąd wiarygodny) wskazać inny zespół, który  prezentowałby tak imponujący poziom wykonawczy. I aby tak dobrze, płynnie, naturalnie, solennie pracował z tym nietypowym dyrygentem. Jestem pewna, że każdy z muzyków dał z siebie wszystko, aby każdy najdrobniejszy dźwięk zabrzmiał z odpowiednią mocą, w stosownym nastroju, w doskonałym tempie. Do tego muzycy nie sprawiali wrażenia spiętych. Byli skupieni, uważni, często poważni, ale kiedy rytm czy melodia prowokowały do tańca, i oni bujali się, kołysali, naturalnie poruszali. Zaangażowani byli całkowicie w to co robią – i wydać było jak wielką przyjemność i radość im sprawia muzyka, którą grają i której słuchają.

Druga część koncertu to był już Vivaldi. Czekałam w napięciu na pierwsze tony, bo na płycie materiał został zbudowany z udziałem sporego zespołu (którego podstawę stanowiła Orchestra of Life), z głosu ludzkiego, z wielu efektów – oraz z doskonałego poczucia proporcji co najmniej kilku połączonych stylów. W Maneżu instrumentarium było nieco mniejsze, ale duch Vivaldiego i idea Nigela zostały oddane w pełni. Wrażenia i skojarzenia nie tylko z porami roku, z ich pogodą, czynnościami, jakie w ich czasie wykonujemy, nasuwały się same. Była tam masa emocji, mocnych i delikatnych, przelotnych i trwających długo. Była potęga natury, respekt wobec niej i zachwyt. A przede wszystkim całe serce Nigela, jego wrażliwość, otwartość, nieskończona kreatywność, zrozumienie otaczającego świata i chyba uczucie, że znajduje się w dobrym miejscu życia, kariery i artystycznych możliwości. Cudownie w trakcie wszystkich części obserwowało się jego twarz – naturalny na scenie wyraz zadowolenia  i radości często znikał, ustępując miejsca wytężonej uwadze, spokojowi – i poruszeniu. Widać było (poza tym, że słychać, naturalnie), że jest to artysta wyjątkowy, który nie boi się wychodzić poza schematy swego muzycznego wykształcenia, danego stylu, przyjętych konwencji – i że nie robi tego by kogoś zbulwersować czy aby zebrać oklaski za doskonałe rzemieślnictwo i błyskotliwość. To człowiek, który chce pokazać piękno i smak muzyki w najdoskonalszej, najpełniejszej – i najbardziej osobistej formie, jaką może znaleźć. Vivaldiego gra od wielu, wielu lat – rewelacyjnym doświadczeniem dla mnie było więc też usłyszeć materiał tak dobrze znany również w jego wykonaniu – i zrozumieć jak inspirujący może wciąż być.

I zanim my, publiczność, zdążyliśmy się otrząsnąć z tych wszystkich wrażeń, część muzyków zmieniła instrumenty na elektryczne i zaczęła się ostra jazda z, jak powiedział Nigel, Josephem Marshallem Hendrixem, jego Crosstown Traffic i Hey Jude i z kilkoma innymi rockowymi utworami, które wyrwały część słuchaczy z foteli. Sama dawno się tak nie natańczyłam i nie nabawiłam. Ostre efekty gitarowe i skrzypcowe, mocna, soczysta perkusja – bajka!

1 kwietnia nigel

Efekt całego tego przedsięwzięcia był do przewidzenia – owacje na stojąco. Ale bez bisu. To jest jedyny element wieczoru, który mnie zastanawia. Cały koncert trwał, razem z ok.20-minutową przerwą  nieomal 3, 5 godziny, ale bisu jako takiego nie było. Trudno powiedzieć, czy publiczność była już zmęczona (choć to była sobota, koncert skończył się trochę po 23:00!) i nie chciało jej się dalej klaskać, czy muzycy mieli dość i nie chcieli wychodzić czy zostać na scenie – jednak jak na koncert takiego składu naprawdę można było jeszcze trochę energii z siebie wykrzesać. Absolutnie wszyscy muzycy byli tego warci, trochę szkoda, że tak wyszło, miło byłoby jeszcze kilka minut w towarzystwie Nigela i jego muzyków spędzić.

Jeśli chodzi o anegdoty i żarty, Nigel nie oszczędzał nikogo. Ani siebie – kiedy rozdawał otrzymane kwiaty, a moja sąsiadka domagała się rzucenia kilku w naszą stronę, przyznał – I’m British workman, I’ fuckin’ lazy! – ani muzyków – gdy „czytał w myślach” zwrócił się do skrzypka Cappelli i z przyganą rzekł: „Noooo, nooooo! You CAN’T do this with animals IN PUBLIC!”. Ani Burger Kinga czy McDonaldsa, dedykując im „horse product”, czyli wciągane ze smyczka końskie włosie, naturalnie rwące się w trakcie gry.

Słowem – szał i jazda ma maksa J Czy ktoś takie swobodne zachowanie na scenie lubi, czy nie, powinien i tak choć raz posłuchać jak muzykę podaje Nigel i jego sceniczne towarzystwo. Zabawa zabawą– ale to tylko dodatek do inteligentnej, żywiołowej, naturalnej i szczerej muzyki, której trzeba posłuchać chociaż raz w życiu.

One thought on “Let’s listen to some Vivaldi shit!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s