Retrospekcje. Czerwcowe niespodzianki

Nadmiar pracy nie sprzyja regularnemu blogowaniu – dlatego niektóre teksty mają więcej czasu na odleżenie 🙂 I żeby żaden z nich nie pogrążył się w odmętach niepamięci – ratuję się cyklem “Retrospekcje” 😉  Zapraszam. 

“Filharmonicy gdańscy na swój jubileusz” – tak nazywał się cykl koncertów kameralnych, wykonywanych przez muzyków Orkiestry Filharmonii Bałtyckiej w 70. sezonie artystycznym 2016/2017. Zdążyłam na tylko kilka ostatnich koncertów, ale cieszył mnie każdy z nich, bo przecież była to świetna okazja aby osłuchać się z kameralnymi kompozycjami i poznać muzyków orkiestry od trochę innej strony. Ostatni koncert cyklu wykonał duet: koncertmistrz Orkiestry PFB Robert Kwiatkowski i utalentowany kameralista Marcin Sikorski. Obu muzyków słyszałam wcześniej – skrzypka w pięknym solo w trakcie koncertu zamykającego sezon Filharmonii Bałtyckiej. Pianistę Marcina Sikorskiego – w roli akompaniatora uczestników toruńskiego Międzynarodowego Festiwalu Skrzypcowego w 2013, a rok później w duecie ze skrzypkiem  Nikolajem Grabovskim w trakcie festiwalu Probaltica.

I cóż. Takiego koncertu się nie spodziewałam. Miał on być okazją do przesłuchania utworów znanych mi tylko pobieżnie i pogłębić wiedzę na temat realizacji konkretnego gatunku muzycznego, prześledzenia struktury. A tymczasem koncert sprawił, że odczułam żywą chęć zgłębienia muzyki kameralnej i wyraźną słabość do połączenia skrzypiec i fortepianu.

Mocnym punktem koncertu okazał się prezentowany repertuar – monograficzny tak jak lubię, z sonatami Elgara, Beethovena i Schuberta – a ze względu na ciekawą budowę przystępny nawet dla osób, które za kameralistyką nie przepadają.  Beethoven (op. 12 nr 1) zaczyna się jak nie on – lekko, z galanterią; biegnie wyraziście rytmicznie, tanecznie. Sonata ta jest doskonałym przykładem piękna połączenia – właściwie współbrzmienia – skrzypiec i fortepianu, które na przestrzeni całego utworu są potraktowane niemal po partnersku. Druga część jest co prawda spokojniejsza, bardziej narracyjna (cenię bardzo to beethovenowskie monologowanie muzyczne), jasna w brzmieniu. A na koniec Rondo – żwawe i świeże. Całość ukazuje pogodne, rzadziej przypominane oblicze muzyki Beethovena. Muzycy wykonali całość w tempie dość żywym, ale nie szybkim, starannie dawkując siłę dźwięku i dynamikę, grając z wyraźną przyjemnością – i wydobywając potencjał utworu jako idealnej kompozycji do słuchania w trochę leniwe, czerwcowe późne popołudnie.

Czteroczęściowa sonata nr 2 op. 137 Schuberta to z kolei poważniejsza literatura muzyczna. Zmienność emocji, gęstość faktury, sposób prowadzenia każdego z instrumentów sprawiają, że trzeba jej słuchać na tyle uważnie, aby nadążać za kolejnymi zwrotami akcji. Relacja między instrumentami się zmienia – częściej dopuszczany do głosu wydaje się fortepian, wykonujący sporo minipartii solowych.

Elgar z kolei wymagał przekonania i mocy, przynajmniej w rozpoczynającej się z impetem pierwszej części – a po chwili i łagodności, konsekwencji w prowadzeniu dźwięku oraz doskonałego wyczucia czasu – a więc ścisłej współpracy obu muzyków. Druga część, Romans, w wykonaniu duetu była rzewna, gdzie trzeba – dyskretna, cicha, jakby grana półgłosem, osobista; gdzie indziej zaś pięknie matowa. Trzecia część jest nostalgiczna, odrobinę niepokojąca, z przejmującym, gorzkawym tematem. Ale dopiero w soczystym wykonaniu Kwiatkowskiego i Sikorskiego stała się na tyle efektowna, że zdarza mi się teraz włączyć tylko ją – choć bardzo niechętnie słucham jednego fragmentu kompozycji, która składa się z kilku części.

Co sprawiło, że duet zrobił na mnie tak duże wrażenie? Bardzo wysoki poziom wykonania i kontrast osobowości. Robert Kwiatkowski ma świetne wyczuciem dynamiki i umie ze skrzypiec wydobyć zasadnicze, mocne brzmienie. Muzyk całą swoją postawą daje do zrozumienia, że jego interpretacja jest dokładnie przemyślana, prowadzona w pełni świadomie, precyzyjnie. Gra tak jakby wygłaszał wykład lub czytał na głos – jasno, czysto, stanowczo, z dokładnie rozłożonymi pauzami i akcentami. Zna swoją wartość i jest bardzo dobrze przygotowany – widać to nawet po sposobie wejścia na scenę. Profesjonalista w każdym calu – i raczej introwertyk jeśli chodzi o relację z wykonywaną muzyką. Choć oczywiście kto przyglądał mu się uważnie, widział jak niekiedy twarz skrzypka rozjaśnia się pod wpływem szczególnie poruszających fragmentów.

Marcin Sikorski reprezentuje z kolei typ muzyka, który chyba najbardziej lubię. Również  oddaje się muzyce w stu procentach,  ale u niego emocje widać jak na dłoni. Całe jego ciało jest zaangażowane w grę. Wzroku prawie nie odrywa od nut albo od klawiatury. Słucha uważnie tego co sam gra, słucha towarzyszącego mu instrumentalisty, ale chyba nie słyszy żadnych dźwięków z otoczenia. W trakcie czerwcowego koncertu rozbroił mnie jeszcze jednym – zapowiedzią, najwyraźniej improwizowaną, wypowiedzianą jakby z lekką nieśmiałością. Bardzo lubię kiedy to sami muzycy witają słuchaczy, przedstawiają się i mówią choć parę słów o tym, co wykonają – to takie muzyczne zburzenie czwartej ściany. Nawet kiedy w trakcie koncertu jest osoba, która go prowadzi, kiedy wykonawcy wchodzą na scenę, uśmiechają się kłaniają, między nimi a publicznością wyczuwa się leciutki dystans – nawet w niewielkich salach. Oddanie głosu artystom zawsze go burzy i sprawia, że klimat na sali robi się bardziej przyjazny. Ale wróćmy do Marcina Sikorskiego. Muzyk posługuje się bogatą barwą, ciepłym, ujmującym dźwiękiem. Jego interpretacje są żywiołowe, soczyste. Budowane starannie, ale z polotem.

Słowem, zamiast więc wyjść z koncertu z poczuciem spełnionego wobec siebie samej obowiązku, wyszłam rozentuzjazmowana, zaskoczona, orzeźwiona i bardzo zadowolona. I takich emocji, dostarczanych przez niepozorną, jak się często zdaje muzykę, kameralną życzę i Wam.   

 r kwiatkowski m sirkowski PFB 18 06 2016 (20)

Marcin Sikorski i Robert Kwiatkowski  po koncercie. Zdjęcie dzięki uprzejmości Polskie Filharmonii Bałtyckiej. Więcej zdjęc z koncertu tutaj

One thought on “Retrospekcje. Czerwcowe niespodzianki

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s