Pan od muzyki. Recital Wojciecha Waleczka w gdańskim TIFC

 Ależ ze mnie miłośniczka Chopina, co to orientuje się cztery dni przed, że w jej mieście będzie chopinowski recital… I to nie byle jaki! Bo że z walcami z opusu 34 w programie to nie zaskoczenie – ale wariacje! Wariacje B-dur op.12 na temat z opery “Ludovic” Ferdynanda Hérolda, których nigdy jeszcze nie słyszałam na żywo! A na deser po Fryderyku, Kilarze (na szczęście bez “Pana Tadeusza”) i Szymanowskim – szalony Liszt. Dokładnie Liszta etiudy na bazie Paganiniego, ale i Chants polonais S.480, czyli transkrypcja 6 Fryderykowych pieśni. Nic dziwnego – recital zorganizowało gdańskie koło Towarzystwa im. Fryderyka Chopina. Program musiał więc być oryginalny, starannie dobrany i wykonany przez muzyczną osobowość. Był nią Wojciech Waleczek, młody, sporo koncertujący pianista, którego słyszałam kilka lat wcześniej w Toruniu w ramach Festiwalu Probaltica. Wiem, że gra dużo Liszta, że ciekawie gra Chopina, a wszystko to… głównie poza Polską, niestety. Warto też wiedzieć, że jest absolwentem klasy fortepianu prof. Zbigniewa Raubo, i że pracuje w Instytucie Muzyki Uniwersytetu Śląskiego. Pedagog i pianista w jednym z “edukacyjnym” programem chopinowskim – czegóż chcieć więcej! 🙂 Co ważne, recital odbywa się w bardzo przyjaznym miejscu – w Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego, w którym znajduje się siedziba Nadbałtyckiego Centrum Kultury. Przyjazna aura sali o bardzo przyzwoitej akustyce (zwłaszcza, jeśli się siedzi w pierwszym rzędzie, ha!) i wszechobecne drewno natychmiast wprawiają mnie w dobry nastrój i uspokajają.

Ale program czwartkowego recitalu raczej mnie pobudził. Od pierwszych dźwięków, a właściwie od pierwszego posłanego w stronę publiczności uśmiechu, wiadomo było, że Wojciech Waleczek wybrał zestaw utworów, który będzie grał z przyjemnością. Zaczął pewnie, z entuzjazmem – i chyba całkiem bez tremy. Wariacje nie są tak doskonale przemyślane i  dopracowane kompozycyjnie jak późniejsze utwory Chopina, ale usłyszymy w nich wyraźnie charakterystyczne elementy fryderykowego stylu. Pianista bardzo wprawnie oddał lekki, potoczysty charakter utworu w jego początkowej części. Zresztą w dominującej części kompozycji muzyka toczy się wdzięcznie i lekko, lśniąc i wytwornie dźwięcząc. Jednak pianista, pośród całego migotania, nie zbagatelizował fraz, w których w specyficznie tęskny sposób przełamuje się pogodna melodia, w których kilka taktów przyjmuje miękki rytm jak z Ballady F-dur – albo w których spadają znienacka na słuchacza gorączkowe, wysoko brzmiące, trochę niepokojące kaskady nut. Wojciech Waleczek płynnie różnicował zmiany nastroju i nadał kompozycji charakter opowieści, dzięki czemu słuchało się jej z ciekawością. Sama w sobie jest interesująca – ale trzeba uwagi aby przeprowadzić słuchacza przez jej meandry, dzięki czemu prześledzi proces przekształcania się tematu, i zaprezentować wszelkie smaczki.

blog_słuchaj_fortepianu_wwaleczek_fot_wojciech_bianga (1)

Fot. Witold Bianga

Walce op. 34 także dowiodły, że Waleczek jest doskonałym muzycznym przewodnikiem. Wszystkie trzy miały taneczny charakter, ale zupełnie inny niż gdy gra je pianistyczna młodzież. Tu najważniejsza była struktura, nie brawura. Najważniejsze okazały się solidne wykonanie, smak, wyraźnie słyszalna spójność interpretacji – wyraźnie wyważonej, wypływającej spod palców pianisty dojrzałego i zahartowanego w Chopinie. Numer 1 brzmiał świeżo, choć został zagrany bez pośpiechu i bez silnego kontrastu, często stosowanego między fragmentami lekkimi a przysadzistymi. Numer drugi to inna historia. Tu trzeba stworzyć nastrój melancholii, lekkiego zadumania. Solista bez trudu wpuścił do muzyki trochę szarości i mgły – i bardzo pilnował rytmu, dzięki czemu uniknął patosu, często pojawiającego się w interpretacjach tego utworu. Trzeci walc zafurkotał po sali – aż słychać było w skocznym rytmie tupanie bucików wirujących w tańcu panien. I ten finał – soczysty, grany szerokim dźwiękiem, równy! Gdy wybrzmiał, było mi naprawdę żal, że w programie nie ma więcej walców. Podejście pianisty do tych chopinowskich niby-tańcow jest świetne, gra tak, aby budowa utworu była wyraźna i trzyma muzykę w ryzach, zamiast urywać frazy tu i ówdzie.

Kilar – to Kilar. Cóż tu wiele mówić. Marka sama w sobie. Tematy filmowe, harmonijne, melodyjne, pełne uroku,  podbiły serca niejednej z osób z publiczności, a kto wie czy tej lub innej nie zachęciły do słuchania muzyki klasycznej. Brawa za dobór tematów, bo poza “Ziemią obiecaną” i “Pianistą”, których można było się spodziewać, Wojciech Waleczek  wykonał też motywy z “Dziewiątych wrót”i “Drakuli”. Serenada Don Juana z “Masek” op. 34 Karola Szymanowskiego okazała się świetnym zakończeniem pierwszej części recitalu. Impresyjna pod względem charakteru, pełna ekspresji pod kątem temp, soczysta, z precyzyjnie wygranymi detalami, przemknęła przez klawiaturę jak burza.

blog_słuchaj_fortepianu_wwaleczek_fot_wojciech_bianga (2)

Fot. Witold Bianga

Drugą część wieczoru pianista poświęcił na przybliżenie nam twórczości Liszta, tego muzycznego szaleńca uwielbiającego skomplikowane, wirtuozowskie utwory z mnóstwem nut i dużymi różnicami dynamiki. Niemniej transkrypcje Chopina to właściwie mały pikuś. Choć wiadomo, napisane z polotem, ze zrozumieniem i na pewno nie po to, żeby się łatwo grało. Ale Wojciech Waleczek i z tym poradził sobie… śpiewająco. Tak, że granica między śpiewnością i lekkością pieśni a wymagającą strukturą, została zachowana. Potem było już tylko gorzej…dla pianisty 😉 Etiudy na temat Paganiniego! Wszystkie cztery słyszałam na żywo pierwszy raz i samo patrzenie na wykonującego je pianistę było bardzo angażujące. Mnóstwo dźwięków w niemałej skali, wybuchowy charakter kompozycji, niekiedy szaleńczy rytm… ale cóż się dziwić – Liszt wulkan muzycznej energii, a gra Paganiniego tak daleko wykraczała poza standardy, że podejrzewano go o konszachty z diabłem! Nie ma się więc co dziwić, że w przypadku tych etiud Wojciech Waleczek poprzestał “tylko” na czterech – to istna ekstremalna gimnastyka dla pianistów. W grze artysty słychać było jednak wielka wprawę, obycie z mocno eksploatującym materiałem – i głębokie zrozumienie ognistego, chimerycznego charakteru utworów.  To, że recita zakończył się bisem, chyba nikogo nie dziwiło, ale jego wybór okazał się zaskakujący – pianista ukoił naprężone przez Liszta muzyczne nerwy publiczności delikatnym i nastrojowym “Moon River”.

blog_słuchaj_fortepianu_wwaleczek_fot_wojciech_bianga (5)

Fot. Witold Bianga

Można by więc powiedzieć, że recital miał same walory – był pouczający, oryginalny pod względem programu i bardzo dobry w kwestii interpretacji. Kropką nad i okazała się zapowiedź, którą przygotowała przewodnicząca gdańskiego oddziału Towarzystwa, dr Olga Walentynowicz. A rozsądnym elementem okazała się przerwa, pozwalająca na emocjonalne przygotowanie się na drugą część muzycznej uczty.

Z kolei słabym punktem wieczoru okazało się zachowanie części publiczności. Nie pamiętam koncertu, w czasie którego nie zadzwoniłby komuś telefon – ale w czwartek dźwięk ten był wyjątkowo głośny, brzmiał nadzwyczaj długo i wybitnie nie zgrał się z tym, co wykonywał pianista. Druga sytuacja dotyczy pań w drugim rzędzie, które najwyraźniej nie dały rady wytrzymać od końca przerwy do końca drugiej części bez cukiereczka, oczywiście w szeleszczącym papierku. Stąd mój apel – drodzy słuchacze, jeśli NAPRAWDĘ nie możecie wytrzymać półtorej godziny bez jedzenia, wykorzystajcie na to przerwę. A jak nie to chociaż poczęstujcie pianistę.

 

Informacje o kolejnych recitalach Towarzystwa:

https://www.facebook.com/ChopinGdansk/

Korekta i pierwsze czytanie (dzięki!): Iza Maciejewska

One thought on “Pan od muzyki. Recital Wojciecha Waleczka w gdańskim TIFC

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s