Retrospekcje/Jak polubić operę? Posłuchać jej w filharmonii!

Operowe i operetkowe kompozycje dość często pojawiają się w repertuarze filharmonii i orkiestr, zwykle są to uwertury lub kilka arii. I choć te pierwsze lubię, półtorej godziny z sopranem czy tenorem zwykle kosztowało mnie trochę wysiłku…  Postanowiłam jednak przyłożyć się trochę do opery i na początku czerwca wybrałam się do gdańskiej Filharmonii na koncert kończący sezon artystyczny 2016/2017 – będący jednocześnie pierwszym tegorocznym koncertem promenadowym na Ołowiance.

W pierwszej części zabrzmiała „Carmina Burana”, monumentalny zbiór średniowiecznych pieśni, które Carl Orff opracował jako sceniczną kantatę. Obsada była imponująca. Orkiestra Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w dużym składzie, dwa chóry – Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego wraz z chórzystami „emerytami”, prowadzony przez Marcina Tomczaka, oraz Chór Dziecięcy „Canzonetta” przy gdańskiej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I i II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego, prowadzony przez Teresę Pabjańczyk. Do tego dwaj włoscy śpiewacy – baryton Gabriele Ribis i tenor Ricardo Mirabelli – oraz polska sopranistka Magdalena Witczak. Wśród instrumentów gwiazdorski duet – dwa fortepiany! I jeszcze Konrad Mielnik w roli prowadzącego – dobrze przygotowany, spokojny i profesjonalny w każdym calu.

Nieczęsto można usłyszeć cały cykl „Carminy”, i to w tak potężnym składzie. Nic więc dziwnego, że Sala Ołowianki pękała w szwach, wolnych miejsc wypatrzyłam dosłownie kilka. Samo dzieło, słyszane na żywo, robi wrażenie nawet na tych, którzy znają dobrze całość, złożoną z dwudziestu drobnych części, na przestrzeni, dającym pole do popisu wszystkim wykonawcom. Niezwykle dramatyczny początek – pieśń „O, Fortuna!” zapiera dech, a tekst – liryczny monolog tego, który właśnie znajduje się w jej niełasce –  głęboko porusza*. Współbrzmienie głosów i instrumentów w kolejnych partiach wprawiały w zachwyt. Choć cykl trwa ponad godzinę i choć w Sali Koncertowej PFB wentylacja nie należy do najlepszych, a pogoda dopisała, prawie nikt nie wyszedł przed końcem, a opinie, zasłyszane w foyer, były zdecydowanie pozytywne. Dzieło jest hipnotyzujące, a gdańskie wykonanie,  bogate, staranne, ze świetnie przygotowanymi solistami, oczarowało publiczność.

Nie można pominąć zasług dyrygenta, Massimiliano Caldiego, który dopilnował wszystkiego, choć próby nie trwały długo. Nie zlekceważył ani jednego dźwięku, oddając złożony i fascynujący charakter cyklu i motywując muzyków do stuprocentowego zaangażowania.  Chyba nigdy nie widziałam go poważniejszego na scenie –  zazwyczaj jest raczej pogodny i pewny siebie. Stanął na wysokości zadania także pod względem ukazania zmiennego charakteru kompozycji, starannie modelując nastrój kolejnych części cyklu i nie nadużywając kontrastu na żadnym poziomie wykonania kompozycji.

„Odetchnął” w trakcie drugiej części koncertu, pokazując zarazem inną stronę swojej dyrygenckiej osobowości. W programie znalazły się arie z takich oper jak „Carmen” Bizeta, „Cyrulik sewilski” Rossiniego czy „Don Giovanni” Mozarta, ale też zarzueli** „La tabernera del puerto” (znanej tez jako „Romance Marinero”) Pabla Sorozábala. Ich wykonanie było o tle wdzięczne, że zawierało drobne elementy teatralne. W trakcie arii z „Cyrulika sewilskiego” Gabriele Ribis…wkroczył na salę z wejścia dla publiczności, w drodze na scenę witając się z wybranymi słuchaczami i wzmacniając wyraz śpiewany słów wyrazistą gestykulacją i mimiką.

gabriele_ribis

Gabriele Ribis, www.gabrieleribis.com

W arii „La ci darem la mano” gestykulacja wykonawców była na tyle wyrazista i zabawna, że każdy bez trudu zrozumiał sens tej pełnej przekory i kokieterii historii miłosnej. Jednak najbardziej spektakularna okazała się aria „Una furtiva lagrima” z opery„Napój miłosny” („Eliksir miłosny”) – okazała się najpiękniejszym i najbardziej poruszającym momentem koncertu. Wykonanie podbiło serca publiczności – sądząc po natężeniu oklasków – a kilkuletniego syna wykonawcy, tenora Ricarda Mirabellego, doprowadziła do łez… Dość prędko zorientowałam się kim jest elegancka, smagła kobieta i towarzyszący jej chłopiec, zapatrzony w scenę i śpiewający czy szepczący z wykonawcami. Nie spodziewałam się jednak tak wielkiej wrażliwości – maluch, na oko sześcio-ośmiolatek, nie mógł powstrzymać szlochu przy pierwszych słowach arii! Wysłuchanie mistrzowskiego wykonania tej urzekającej kompozycji  i mnie wzruszyło do łez, choć dyskretnych. Świetna technika, która rzuciła się w ucho nawet amatorowi (takiemu jak ja J) płynne operowanie dynamiką, ale przede wszystkim uderzająca głębia emocji i naturalność w ich oddaniu sprawiły, że na chwilę wszystko znieruchomiało. Liczyła się tylko przejmująca, płynąca z głębi serca pieśń. Moje opory wobec opery zniknęły, a motywacja do poświęcenia operze większej ilości czasu jest ogromna.

Ricardo_Mirabelli_www_norimakers_com

Ricardo Mirabelli, www.ricardomirabelli.com

Koncert ten cieszy mnie bardzo z jeszcze jednego powodu – zatarł bardzo przykre wrażenie z zeszłorocznego trzeciego „promsa” Filharmonii Bałtyckiej z operowo-operetkowym programem. Przygotowanie śpiewaków i prowadzącej były bardzo, bardzo odległe od poziomu gdańskiej filharmonii, będącej przecież jedną z najlepszych polskich instytucji muzycznych, a lekką konsternację widać było nawet wśród muzyków. Zakończenie sezonu 2016/2017 było naprawdę wspaniałe, a swobodniejsza niż zwykle w filharmoniach konwencja drugiej części pokazała, że na Ołowiance zdarzają się momenty, gdy została przełamana bariera między sceną i widownią. Okazało się to zasługą maestro Caldiego, pomysłodawcy lżejszej formy i programu drugiej części – gorąco zachęcam do wysłuchania prowadzonego przez niego koncertu szczególnie z repertuarem operowym. Najbliższa okazja już 24 sierpnia – w gdańskim Parku Oliwskim odbędzie się koncert w ramach XII Międzynarodowego Festiwalu Mozartowskiego „Mozartiana”. Maestro poprowadzi orkiestrę PFB i Polski Chór Kameralny oraz solistów. W inscenizacji uczestniczyć będą także aktorzy Olgierd Łukaszewicz i Adam Turczyk.

Więcej na www.festiwalmozartiana.

Kto nie dotrze, może sprawdzić terminarz koncertowy Massimiliano Caldiego TUTAJ lub na Facebooku.

_________________________________

* Z pewnością także tych Słuchaczy, którzy oglądali „Urodzonych morderców”, „Córkę generała” lub produkcję… „Beowulf: Prince of the Geats”, w których wykorzystano tę część.

** „Typ opery hiszpańskiej z mówionymi dialogami. (…) nazwa pochodzi od rezydencji król. La Zarzuela pod Madrytem, w której od poł. XVII w. odbywały się tzw. Fiestas de Zarzuela; pierwszym wybitnym kompozytorem z. był J. Hidalgo, autorem — P. Calderón de la Barca” (Encykloepdia Muzyczna PWM, www.rmfclassic.pl/encyklopedia/zarzuela.html).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s