Retrospekcje/Na cztery i na pięć

Surowo piękne, pełne przestrzeni wnętrze elbląskiej Galerii EL. Wieczór, scena. Ciepłe kolory świateł, nawet zielony łagodny. Dwa sektory krzeseł. Na scenie – fortepian. Koniec października, piątek. Dla tutejszych szósty, dla mnie debiutancki festiwal Jazzbląg.

Wymieszkawszy kilka lat w Toruniu, a potem trochę w Gdańsku, pałam niezmienną miłością do gotyku, zimnych, dużych przestrzeni zaadaptowanych na sale koncertowe (o, Centrum św. Jana w Gdańsku!…), czyli w Galerii czuję się doskonale. Przyszłam więc, dałam się zaopaskować i z szacunkiem wkroczyłam w nawę. Klimat miejsca, oryginalnie przecież średniowiecznego kościoła, robi swoje – bez względu na współczesne dekoracje. Zbadałam skąd będzie najlepiej słychać i widać, zerknęłam w publiczność, szukając twarzy znanych mi już mieszczan. I zajęłam strategiczną pozycję w niszy. Punkt okazał się świetny, odpowiednio osłonięty przed przeciągami. A widok na scenę lepszy niż w pierwszym rzędzie. I sąsiedztwo skąpe, ale miłe, w postaci krążącego nieopodal fana jazzu z winylami Namysłowskiego pod pachą.

Wstęp był krótki, natury ogólnofestiwalowej (w roli konferansjera Roch Siciński) i z kilkoma słowami zachęty od dyrektora artystycznego Jazzbląga, Jana Małka (którego można było posłuchać w trakcie pokoncertowego jam session w przygaleryjnej Krypcie). I już muzyka.

Jazzbląg 2017. Fot Konrad Kosacz
Roch Siciński, Jerzy Małek. Fot. Konrad Kosacz

Jako pierwszy zestaw tego dnia – Maciej Obara Quartet. Z dużą przyjemnością słuchałam tego świetnego muzyka i jego kompanów pierwszy raz na żywo właśnie w tym wyjątkowym miejscu. Zespół prezentował świeżynkę, fragmenty materiału z płyty „Unloved, wydanej przez saksofonistę dwa dni temu ”. „Unloved to opowieść o niezwykle ważnych dla mnie ludziach i miejscach, które mnie inspirują” – mówi w promującym krążek filmie Maciej Obara. A jak ważni ludzie, to i odpowiednia intensywność muzyki… Nowy materiał saksofonisty i jego przyjaciół to utwory naprawdę urzekające, a co ważne – możliwe do słuchania ze zrozumieniem nawet przez niewprawnych odbiorców, czyli i przeze mnie.

Maciej Obara Quartet, fot. Konrad Kosacz
Maciej Obara Quartet, fot. Konrad Kosacz

Kwartet (Maciej Obara/Grzegorz Tarwid/Max Mucha/Michał Miśkiewicz) zaczął eterycznie, delikatnie, nawet nostalgicznie – utworem dedykowanym Urszuli Dudziak (niezmiennie inspirującej żywej reklamie polskiego jazzu, bonusowo ciotce saksofonisty). Wdzięczna kompozycja gładko przelała się w materiał bardzo harmonijny, o soczystym i pełnym brzmieniu. Kolejny utwór przyniósł frazy powracające łagodną falą, rozplatająca się, rozpadającą, rozsypującą w perkusji i pięknym kontrabasie. Całość zaowocowała ciepłym, melodyjnym bisem, z drobnym ornamentem wplecionym w treść kompozycji jakby od niechcenia.

Maciej Obara (saksofon), Grzegorz Tarwid (fortepian), Max Mucha (kontrabas), Michał Miśkiewicz (perkusja). Fot. Konrad Kosacz
Fot. Konrad Kosacz
Grzegorz Tarwid. Fot. Konrad Kosacz

Niezwykle wciągające kompozycje, zróżnicowane i przejmujące, chwyciły mnie za serce; zaskoczyły harmonią oraz stosunkiem do melodii. Narracyjność, humor oraz jasność przekazu tej ujmującej muzyki przekonały mnie całkowicie, że podążam dobrą drogą, jeśli chodzi o słuchanie jazzu. I że nie jest on tak straszny ani skomplikowany – nawet jeśli finezyjny. Koncert nie był długi, stanowił raczej zwiastun tego, co na płycie, ale wywarł wrażenie tak silne, że zaraz wklepałam w telefon datę premiery “Unloved”.

Uroku sytuacji koncertowej dodawało praktycznie zorganizowane wnętrze Galerii, pozwalające słuchać w naprawdę komfortowych warunkach – scena Jazzblągowa nie była ani duża, ani mała, świateł użyto nie za wiele, a poza sceną panował kojący i sprzyjający skupionemu słuchaniu półmrok. Do tego akustyka porządna (a przy instrumentach dętych to się bardzo liczy). Zatoczka, właściwie całe skrzydło barowo-kawowe, pozwalało wygodnie siąść z dowolnie wybranym alkoholem czy ciepłym napojem na rozgrzewkę, by słuchać w jeszcze bardziej przyjaznych okolicznościach niż z widowni.

sluchaj_fortepianu_fot_onrad_kosacz_jazzblag_galeria_el
Fot. Konrad Kosacz

Drugie muzyczne zgrupowanie tego wieczoru stanowił Namysłowski Quintet (Zbigniew Namysłowski/Jacek Namysłowski/Sławek Jaskułke/Andrzej Święs/Grzegorz Grzyb), który prezentował materiał z ostatniej, wydanej jesienią zeszłego roku płyty “Polish Jazz – Yes!”. Tu już było… hm, dziczej. Dłuższe i bardziej wyraziste, obfite solówki tudzież duety, trochę lekko kpiących słów, okraszających całość (stojących w opozycji do niemal całkowitego milczenia u Obary).

sluchaj_fortepianu_fot_beata_wisniowska2
Zbigniew Namysłowski. Fot. Beata Wiśniowska

„Jadąc Zakopianką” czy „Świr na lewo, świr na prawo” to tylko symboliczne przykłady prezentowanych kompozycji. Zbigniew Namysłowski jest i doskonałym muzykiem, i dowcipnym komentatorem własnej twórczości – koncert jako cały spektakl był więc wart najwyższej uwagi. W towarzystwie świetnych instrumentalistów o śmiałej wyobraźni oraz szybko klarującej się wizji improwizacyjnej, dał jazzu w kilku odmianach i w swym charakterystycznym stylu. Kwintet grał z energią, interesująco, rześko, doskonale operując frazą oraz proporcją pod względem rytmu czy rozwiązań melodycznych. Transowe solówki z pewnością usatysfakcjonowały koneserów i na pewno nie zniechęciły tych, którzy postanowi sprawdzić, czy w ogóle dadzą jazzowi radę.

sluchaj_fortepianu_fot_beata_wisniowska4
Zbigniew Namysłowski, Jacek Namysłowski, Andrzej Święs. Fot. Beata Wiśniowska

Dla mnie szczególnie miłym doświadczeniem tego dnia było słuchanie Sławka Jaskułke (Jaskułkego – obiecuję, że przy najbliższej okazji zapytam osobiście o odmianę!) – tym razem w zestawie, nie solo jak do tej pory. Jego swoboda, czujność na reakcje współmuzyków i polot dowodzą, że spokojnie można go okreslić jako muzyka, który zdecydowanie posiada umiejętnośc pracy w grupie.

sluchaj_fortepianu_fot_onrad_kosacz_jazzblag_galeria_el59jpg
Sławek Jaskułke, Zbigniew Namysłowski. Fot. Konrad Kosacz

Granie wieloosobowe sprawia mu wyraźną przyjemność, a sposób, w jaki włącza się w muzyczne przelotne dialogi i tercety jasno pokazuje, że ma wyczucie momentu i swój styl – oraz masę energii i frajdy. Po takich koncertach radość mam i ja.

_________

Beata Wiśniowska (pełna galeria z I dnia Jazzbląga TUTAJ), Konrad Kosacz, Galeria EL – dzięki!

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s