Dlaczego warto słuchać fortepianu? Odpowiada Jarosław Praszczałek

O trudnościach, jakie niosą prawykonania, edukacji muzycznej i artystycznej wielozadaniowości opowiada Jarosław Praszczałek, dyrygent, edukator muzyczny,
a także trębacz, pianista i konferansjer.

 

Dlaczego warto słuchać fortepianu i prowadzić muzykę fortepianową? Czy lepiej zetknąć się z nią będąc dzieckiem, czy w pełni świadomie i z własnego wyboru,
w dorosłym życiu?

Jarosław Praszczałek: Wydaje mi się, że nie ma większego znaczenia, czy muzyka grana jest na fortepianie, czy na innym instrumencie. Można ją poznawać od dziecka. Szkoła średnia to o wiele za późno. Na Dalekim Wschodzie dzieci uczy się gry już w wieku przedszkolnym i jest to podejście absolutnie właściwe. Przyznam, że jako dyrygent mam wielką przyjemność i… trudność w prowadzeniu muzyki fortepianowej. Dlaczego? Zwykle koncerty fortepianowe są pełne rubata i zmian tempa. Wymagają one niezwykłej koordynacji działania solisty-pianisty i orkiestry. Pośrednikiem między fortepianem
a orkiestrą jest właśnie dyrygent, który musi czuwać nad przebiegiem całości dzieła. Nie jest to łatwe zadanie. Na przykład we wrześniu bieżącego roku miałem wielki zaszczyt dokonać na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie prawykonania koncertu fortepianowego Wojciecha Sowińskiego. Był to kompozytor, który żył dokładnie w tym samym czasie co Fryderyk Chopin. Dla mnie, dyrygenta, prawykonanie tego koncertu to było bardzo trudne zadanie. Muzyka, podobnie jak u Chopina, była liryczna
i śpiewna, pełna rubat, zmian tempa i nastroju. Ale niestety – o ile przed wykonaniem koncertu Fryderyka Chopina dyrygent (i ten młody, początkujący, i ten „stary”, pracujący już jakiś czas) ma możliwość wysłuchać tysięcy nagrań i interpretacji utworu na YouTubie – to ja takiej możliwości nie miałem.

Jak dyrygent sobie wtedy radzi? Odnosi się w maksymalnym stopniu do instrukcji, zawartych w nutach?

JP: W takiej sytuacji należy podążać za tym, co kompozytor zapisał w nutach. Dodatkowo, trzeba zwrócić uwagę na kontekst historyczny powstania utworu. W tym konkretnym wypadku koncert fortepianowy Wojciecha Sowińskiego starałem się porównać
z polskimi koncertami fortepianowymi I połowy XIX wieku i z tej analizy wyciągnąć wnioski dotyczące interpretacji dzieła.

Koncert towarzyszący Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej Rekonstrukcja I Koncertu fortepianowego g-moll Wojciecha Sowińskiego, autorstwa Artura Słotwińskiego – problemy wykonawcze i dyrygenckie, 24 września 2017 r.Artur Słotwiński — fortepian, Jarosław Praszczałek — dyrygent, Orkiestra Studentów Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie i uczniów warszawskich szkół muzycznych II stopnia

Sporą część Pana aktywności zawodowej, poza dyrygenturą, pochłania praca pedagogiczna, zarówno na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina, jak i w szkołach muzycznych. Czy przykładamy do edukacji w zakresie muzyki poważnej należytą wagę?

JP: Moim zdaniem poziom oferty edukacyjnej w poszczególnych instytucjach kultury
w całej Polsce jest coraz wyższy. Jeszcze niedawno rzadkością były na przykład koncerty familijne w wykonaniu całej orkiestry. Zwykle dzieciom prezentowano programy kameralne. Oferta edukacyjna dla przedszkoli i szkół podstawowych jest w całej Polsce bardzo bogata. Realizują ją filharmonie, opery, orkiestry miejskie, ale też prywatne agencje koncertowe. Pewnym problemem są wydarzenia dla młodzieży w wieku licealnym. Do tej grupy skierowano program “Filharmonia/ostrożnie, wciąga!!!” , ale realizowany jest dopiero kilka lat.

Kto w takim razie będzie lepszym nauczycielem – praktykujący muzyk czy animator/pedagog, który przygotowuje scenariusz takiego wydarzenia?

JP: Moim zdaniem nie ma większego znaczenia, czy takie koncerty realizuje jako nauczyciel, wykształcony muzyk czy też animator/pedagog z zacięciem artystycznym. Idealna jest jednak ta sytuacja, gdy tego typu koncerty tworzy artysta z dużą wiedzą
z zakresu teorii i historii muzyki. Jednocześnie warto by taki artysta miał łatwość
w dzieleniu się swoją wiedzą. Duży talent komunikacyjny w tym zakresie posiada np. maestro Adam Sztaba, którego film o elementach dzieła muzycznego (pokazanych na przykładzie „Poloneza” Wojciecha Kilara), nagrany dla Instytutu Muzyki i Tańca, nawiązuje do najlepszych tradycji programów edukacyjnych spod znaku Leonarda Bernsteina.

Adam Sztaba o muzyce – Polonez Wojciecha Kilara. Orkiestra Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Adama Sztaby, uczniowie LXXXVI Liceum ogólnokształcącego im. Batalionu „Zośka”. Program: ”Poloneza” Wojciecha Kilara z suity orkiestrowej do filmu „Pan Tadeusz” oraz „Riffenuto” Adama Sztaby.

Na mnie osobiście duże wrażenie robi zawsze dyrygent, który jest jednocześnie konferansjerem i pianistą. Ta wielość zadań i umiejętność pozwalają lepiej dotrzeć
z przekazem do odbiorcy. Dlatego też gdy sam realizuję koncerty edukacyjne, czasami siadam do fortepianu. W klasie fortepianu skończyłem tylko szkołę muzyczną
I stopnia, ale ten instrument zawsze był jednak bliski mojemu sercu. Szczególnie lubię grać na nim wyciągi z partytur (dzieł, które aktualnie przygotowuję jako dyrygent) oraz standardy jazzowe.

A jak do tych wszystkich zadań ma się rola konferansjera muzycznego, narratora? To kolejny obszar Pana aktywności artystycznej. A przecież, poza dyplomem dyrygenta, jest Pan też trębaczem.

JP: Gdy byłem uczniem szkoły muzycznej II stopnia, powoli zacząłem się interesować dyrygenturą, która w pewnym momencie wyparła moją fascynację trąbką. Po zdaniu pomyślnie egzaminów na Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina w Warszawie, zostałem studentem dyrygentury, najpierw w klasie profesora Marka Pijarowskiego — później u profesora Szymona Kawalli, u którego obroniłem też niedawno dysertację doktorską. Konferansjerem zostałem przez… przypadek. Moja nauczycielka od historii muzyki ze średniej szkoły, profesor Urszula Oleksiak, zadzwoniła kiedyś z informacją, że Filharmonia Narodowa w Warszawie szuka prelegentów koncertów edukacyjnych, czyli konferansjerów muzycznych. Po zdaniu pomyślnie egzaminów, rozpocząłem pracę zawodową w tej instytucji, która trwa do dziś. Później, już po skończeniu studiów dyrygenckich, zacząłem jakoś naturalnie łączyć na scenie te dwie role. Dziś opracowuję autorskie programy edukacyjne jako dyrygent i konferansjer w jednym. Stałą współpracę w tej dziedzinie prowadzę z Elbląską Orkiestrą Kameralną oraz
z Filharmonią Rybnicką im. Braci Szafranków. Podobne koncerty realizowałem także, jako dyrygent i konferansjer, z prowadzonymi przez siebie młodzieżowymi orkiestrami dętymi, z którymi miałem przyjemność występować w Filharmonii Narodowej, Częstochowskiej, Bałtyckiej i w siedzibie NOSPR-u.

Czy do pracy konferansjera potrzebne są jakieś specjalne kwalifikacje, poza wiedzą muzyczną? Lekcje emisji głosu, aktorstwa?

JP: Przyznam, że sztuki konferansjerowania nigdy się nie uczyłem. Chyba w jakiś naturalny sposób odziedziczyłem te zdolności po moim Tacie. Przez większą część życia pracował on jako dziennikarz, ale w latach 70., tuż po studiach, pracował jako konferansjer i prowadził koncerty muzyki klasycznej w ośrodkach kultury w całej Polsce. Nie ukrywam, że kilka razy miałem w swoim życiu zawodowym sytuację kryzysową i wtedy zastąpił mnie na koncertach Tata.

Co w tego rodzaju pracy jest dla Pana najważniejsze?  

JP: Staram się, żeby prowadzone przez mnie koncerty, to były w pewnym sensie lekcje muzyki. Nie jest moim celem wyłączenie zabawianie małej publiczności. W każdym scenariuszu próbuję “przemycić” w lekkiej formie ciekawe informacje. Wzorem, jeśli chodzi o edukację, są tutaj dla mnie programy amerykańskiego dyrygenta i kompozytora Leonarda Bernsteina.

Jedna z lekcji muzycznych Leonarda Bernsteina, dostępnych na www.leonardbernstein.com

 

Czy poza wiedzą o muzyce, przekazuje Pan też informacje o zachowaniu w trakcie koncertu, wyjaśniając młodym słuchaczom kiedy klaskać, jak się ubrać? Czy ma to jeszcze dziś znaczenie? I czy dostosowuje Pan na bieżąco sposób prowadzenia koncertu do publiczności?

Audycje mają przede wszystkim przekazywać wiedzę z zakresu historii muzyki, ale także uczyć zachowania na koncercie. To właśnie prowadzący powinien nauczyć młodą publiczność koncertowego savoir-vivre’u. Podczas przygotowywania scenariuszy programów edukacyjnych staram się wyczuć gusta dzieci i młodzieży. Koncerty jednak czasem weryfikują moje pomysły.

Jarosław Praszczałek w trakcie prowadzenia koncertu w Rybniku. Www.jaroslawpraszczalek.com.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s