“Ulice Chopina – Muzyka Chopina na Gdańskich Przedprożach” 2018

Najlepsze soboty to takie na płaszczaka. Człowiek wstaje kiedy ma już naprawdę chęć, idzie spokojnie po gazetę, do ulubionej piekarni, pije kawę bez pośpiechu. Jeśli mieszka w Gdańsku, raz w roku może tę kawę wypić do granego na żywo Chopina. To dzięki akcji “Ulice Chopina – Muzyka Chopina na Gdańskich Przedprożach”, organizowanej przez gdańskie Towarzystwo im. Fryderyka Chopina w ubiegłą sobotę (7 lipca). Przed wybranymi galeriami czy salonami jubilerskimi i instytucjami na kilka godzin pojawiają się fortepiany, na których w trakcie półgodzinnych recitali grają uczniowie lokalnej szkoły muzycznej oraz studenci i absolwenci Akademii Muzycznej. W tym roku grano w dwóch miejscach na Mariackiej i na Długim Targu, tuż przy Zielonej Bramie. Myślę, że to świetny sposób na popularyzowanie muzyki poważnej – słucha się bez zadęcia, bez pełnego galu, nad kawą czy w trakcie zwiedzania, z bliska, spontanicznie. Dla wykonawców to możliwość sprawdzenia się w trakcie gry w trudnych warunkach – w gwarze, przy nie zawsze sprzyjającej pogodzie, z nagłośnieniem – oraz zdolności dobierania programu stosownie do okoliczności. To również sprawdzian otwartości dla pianistów – nie każdy pochwala muzykowanie w przestrzeni otwartej i nie musi czuć się w niej dobrze.

Wszyscy z trzech pianistów, których słuchałam., byli dobrze przygotowani do ulicznego grania, choć najswobodniej zdawał się czuć w plenerze Michał Mossakowski. Wszyscy zdecydowali się na typowo koncertowy, elegancki strój, co powinniśmy docenić – poprzednia sobota była naprawdę upalna. I wszyscy trzej dobrali program podobnie, stawiając na Chopina i Paderewskiego.

Michał Mossakowski (recital o 11:30 przed galerią Art Jubiler S.K. Jacobsona) zdecydował się na pięć utworów – Nokturn B-dur op. 16 nr 4 i krakowiaka fantastycznego op. 14 nr 4 Paderewskiego oraz na hity Chopina – pośmiertne Lento, Barkarola Fis-dur i Polonez As-dur op. 55, którego z Chopinem skojarzy prawie każdy.

WP_20180707_14_00_42_Pro
Michał Mossakowski, fot. Słuchaj Fortepianu

Był to najlepszy program do grania ulicznego z tych, których słuchałam – melodyjny, wpadający w ucho, na tyle donośny, że nie zniekształcały go brzmiące w sąsiedztwie dzwony, kuranty i pozytywki. Każdy utwór utrzymany był w innym nastroju, dzięki czemu program był ciekawy. Mijający pianistę turyści zatrzymywali się na dłuższą chwilę zamiast tylko zrobić zdjęcie czy nagrać fragment i iść w swoją stronę.

Pianista grał równo, jasno i czytelnie, oddając nastrój właściwy każdemu z utworów. Paderewski był zwarty i żwawy.

Lento Chopina – melancholijne i przygasłe, w dalszej części niespokojne. Barkarola – po początkowej przysadzistości i narowistości stała się lekka i dźwięczna, a triumfalny polonez emanował radością. I, co ważne, nie było problemu z głośnością, pianista umiejętnie dostosował poziom głośności i artykulację do nagłośnienia i ulicznego gwaru. Fortepian na Mariackiej 35 był zresztą dobrze nagłośniony, nie zniekształcając za mocno oryginalnego dźwięku. Samo miejsce okazało się też praktycznie wybrane – przedproże po drugiej stronie ulicy w sobotę było puste, dzięki czemu mogło tam stanąć czy siąść i słuchać wygodnie nawet kilkanaście osób. Plus dla pianisty za skarpetki pod kolor nieba.

Najtrudniejsze warunki do grania miał Sławomir Wilk, zamykający wydarzenie recitalem o 17:30 na Długim Targu przed Glaza Expo Design. Nagłośnienie było chyba trochę za mocne, trudno było usłyszeć naturalny dźwięk fortepianu. Gdyby wszystko przyciszyć, pewnie byłoby lepiej. Ulica jest tu za szeroka, aby stanąć po jej drugiej stronie, a nie pomyślałam, żeby wdrapać się na przedproże za galerią, skąd odbiór byłby na pewno lepszy.

fot_sluchaj_fortepianu
Sławomir Wilk, fot. Słuchaj Fortepianu.

Pianista jednak radził sobie dzielnie z nagłośnieniem i ożywionym życiem weekendowym, toczącym się na głównej ulicy miasta. I jego program okazał się bardzo trafnie dobrany. Grał Paderewskiego i Chopina – kończąc, jak Michał Mossakowski, Polonezem As-dur. Wykonał jeszcze bardzo ciekawe Wariacje B-dur op.12, utwór z młodości kompozytora, grany nieczęsto, a bardzo wdzięczny i efektowny. To taki Chopin w pigułce – na przestrzeni pięciu wariacji słychać wiele motywów i struktur, które odnajdziemy w późniejszych utworach kompozytora. Zaraz po nich zabrzmiał Walc As-dur op. 34 nr 1, zwinny i żartobliwy. Na bisy czasu nie było, ale… kto został chwilę dłużej, mógł jeszcze usłyszeć zagrane spontaniczne Preludium e-moll op. 28 nr 4. InterpretacjeSławomira Wilka są bardzo ożywcze, charakteryzuje je duża wierność temu, co zapisane w nutach, oraz mądra powściągliwość w doborze środków wyrazu – i wszystko to dało się słyszeć w trakcie recitalu.

“Chopin na Przeprożach…” był też dla mnie okazją wysłuchania pianistów, których do tej pory nie znałam, takich jak Daniel Ziomko. Kojarzyłam pianistę z cyklem “Młode Talenty” Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina i recitalem w Łazienkach, ale nie słyszałam go jeszcze na żywo. I już czekam na recital w sali koncertowej! Grał charakternie, konkretnie, bardzo pewnie – pewnością człowieka, który dobrze wie, co chce pokazać i robi to konsekwentnie, krok po kroku. Program wybrał ciekawy i ambitny – dwa razy Chopin, raz Paderewski i “Szeherezada” z “Masek” Szymanowskiego, chyba jednak za trudna na uliczny odbiór.

for_sluchaj_fortepianu
Daniel Ziomko, fot. Słuchaj Fortepianu

Zaskoczyła mnie postawa pianisty – jego skupiony spokój, powściągliwość w poruszaniu się i stonowana praca rąk. Ale przede wszystkim pianista nie cackał się ze Scherzem, dobrze nad nim panował. Kontrasty w nastroju czy głośności były wyraźnie, podbiegi i zbiegi brzmiały perliście, ale nie raziły ostrością. Wybierał szybsze tempa, nie było więc nigdzie męcząco przedłużonych dźwięków czy przetrzymanych pauz. Pianista rozsądnie stosował pedalizację i legato, nic się nie zlewało. Akordy? Równe i sprężyste. Mało tego – słyszalne były też zmiany barwy! Bo też i Daniel Ziomko grał z takim wyczuciem fortepianu, jakby znajdował się w komfortowej sali koncertowej, przy znanym instrumencie. Paderewski (także Krakowiak) ujawnił z kolei umiejętność wprowadzania tajemniczego nastroju i intrygowania słuchacza.

Świetnie, że muzyka poważna też wychodzi w miasto, i to w takiej formie – na wyciągnięcie ręki, na rzut uchem znad kawy, na chwilę w trakcie wycieczki po starówce. I super, że pianiści przykładają się do tych niełatwych recitali tak samo, jak do koncertów w najlepszych filharmoniach. Żal jedynie, że tegoroczna akcja objęła tak mało miejsc – dziękuję więc Towarzystwu za cudowną, muzyczną sobotę i życzę, aby w przyszłym roku “Ulic Chopina” było jeszcze więcej.

_______________________________

Korekta i mnóstwo radości – wciąż Terencjusz, dziekuję!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s