Wariacje na temat minionego lata

Czerwiec nie jest dla mnie dobrym miesiącem, bo filharmonie kończą wtedy sezon artystyczny. Filharmonia Bałtycka na przykład zrobiła to już 7 czerwca – ale w doskonałym stylu. Pozostawiła mnie z uczuciem niedosytu, który można zaspokajać już za kilka dni, nowy sezon rozpoczyna się w najbliższy piątek.

Koncert finałowy sezonu 2017/2018 na Ołowiance stanowił dla mnie muzyczny zestaw marzeń ze względu na dyrygenta, solistę i program, zwierający same “nowości”, których nie słyszałam nigdy wcześniej na żywo – Ponchielli, Symfonia Sibeliusa i Wariacje na temat Paganiniego op. 43 Rachmaninowa.

Dlaczego dyrygent? Bo od pierwszego prowadzonego koncertu Filharmonii Bałtyckiej, jaki słyszałam, George Tchitchinadze urzekł mnie głęboką miłością do muzyki oraz umiejętnością autentycznego zachwycenia się jej pięknem – w sposób odbieralny z całą mocą także przez publiczność. Od marca ubiegłego roku dyrygent jest dyrektorem artystycznym Ołowianki, konsekwentnie dowodząc umiejętności, które pokazał w trakcie kilku gościnnie prowadzonych koncertów kilka miesięcy wcześniej. Dowiódł, że ma świetne wyczucie co do programu, nie boi się dzieł wymagających i wspaniale radzi sobie z orkiestrą, wykorzystując jej potencjał do maksimum.

Dlaczego program? Bo nowy, ciekawy i praktyczny. Niedługi – około 10 minut Ponchiellego, ponad 20 Rachmaninowa plus bis. W drugiej części niespełna 40-minutowy Sibelius – zwarty, nie za ciężki, dający do myślenia na tyle, że wzbudza chęć odświeżenia sobie choć fragmentu ponownie w samotności. I co ważne – to zestaw szybko angażujący publiczność w czujne słuchanie dzięki efektywnej formie kolejnych dzieł i ich wysmakowanemu pięknu.

Solista? Najlepszy! Lukas Geniušas gra tak, jakbym grała sama, gdybym umiała. Rachmaninow to już jego specjalność – zresztą to dzięki temu właśnie młodemu pianiście pokochałam twórczość pochmurnego Rosjanina tak mocno. Repertuar Geniušasa to źródło mojej nieprzemijającej radości, a często i wyzwanie – okazja do nauki słuchania tego, co wcześniej wydawało mi się bardzo trudne do zrozumienia. Od kilku lat nie zmieniam zresztą zdania, uważam, że jest najlepszym pianistą swego pokolenia, a każdy koncert to kolejny dowód na to, że możliwości techniczne muzyka wciąż rosną, a wrażliwość się pogłębia.

Koncert finałowy sezonu 2017/2018 uświadomił mi, że orkiestra pod skrzydłami nowego dyrektora artystycznego stała się spokojniejsza, bardziej stabilna, ale i bardziej subtelna. Słychać, że dyrygent przykłada wielką wagę do kolorystyki, do emocjonalności, do melodii – i muzycy, który prowadzi, także. Robią to z wyraźną przyjemnością i zaangażowaniem. Sam George Tchitchinadze zwyczajnie mnie wzrusza – muzyka go uskrzydla, ponosi – a jego życzliwość i ciepło sprawiają, że zaangażowanie w muzykę jest wyczuwalne także na widowni, śledzącej z uwagą to, co dzieje się na scenie. Bardzo się cieszę, że orkiestra jest w tak dobrej formie – i że jej słuchanie przebiega w bardzo przyjaznych warunkach, w których niewidoczna linia, dzielącą publiczność i muzyków., niemal znika. Bliskość między muzykami i a słuchaczami jest niezwykła. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam zatarcia tej magicznej granicy do takiego stopnia.

Z dużą przyjemnością słuchałam w tak komfortowych warunkach muzyki Włocha Amilcara Ponchiellego, którego należy kojarzyć w pierwszej kolejności z operą czy baletem. Na Ołowiance wykonano jednak jego Elegię na orkiestrę*. Czy było to symboliczne nawiązanie do zakończenia sezonu? Wie to pewnie jedynie dyrygent**. Kluczowy w kompozycji jest jej niezwykle nastrojowy charakter – dzieło toczy się w bardzo umiarkowanym tempie, z jednym szczególnie wyrazistym, ujmującym złamaniem. Elegia tchnie łagodnością i lekką rezygnacją. Staranne wykonanie pozwoliło usłyszeć, że jest tu więcej niż tylko melancholia – to wyraźne pożegnanie, nie budzące rozpaczy, ale i nieruchonne, podkreślone matowo wybrzmiewającą pauzą po ostatnim, miękkim dźwięku.

V symfonia Sibeliusa to z kolei dzieło, które jest po prostu ciekawe. Składa się z pozornie bardzo wielu drobnych, przemijających fraz o mocno zróżnicowanym charakterze. Sporo tu fragmentów bardzo lekkich, jak z mgły. Dzieło ma też walor edukacyjny – łatwo i z zainteresowaniem śledzi się tu rolę poszczególnych instrumentów, zwłąszcza dętych, z fletami i obojami na czele. Sielski klimat II części, “łabędzi”, jak chcieliby biografowie***, wprawia odbiorcę w stan lekkiego rozmarzenia.

Rapsodia na temat Paganiniego op. 43 Rachmaninowa – według Encyklopedii Muzycznej PWM – jest “skrzyżowaniem form swobodnej rapsodii, cyklicznych wariacji i trzyczęściowego koncertu”. Istotne jest tu słowo “swobodnej” – bo kiedy słucha się kolejnych wariantów melodii-tematu, trudno oprzeć się wrażeniu, że Rachmaninow siadł sobie do fortepianu i skomponował dzieło ot tak, zupełnie bez wysiłku. Bazą wariacji jest ostatni z cyklu 24 kaprysów Paganiniego, w twórczości tego kompozytora dość drobny utwór o charakterze etiudy. Co więc kryje ten specyficzny cykl? Wszystko. Przebogatą paletę emocji i wrażeń. Jest elegancko, a także groźnie i posępnie. Dumnie i smutno. Jest tu blask złota, srebra i triumf dętych. Bywa delikatnie i prędko od fortepianu. Potem romantycznie, porywająco i niespokojnie. Jest filmowo, ba, melodramatycznie. Głośno i potężnie? Proszę bardzo. Wyraziście i czysto? Chłodno i intrygująco? Jasne. Od samego słuchania niemal brak tchu.

Myślę, że każdy odbiorca koncertu bez trudu wskazałby część, która podoba mu się najbardziej – w przypadku których bardzo ważna była rola solisty. Mnie szczególnie urzekła wariacja nr 18 – niezwykle filmowa i koncertowa. Lukas Geniušas poprowadził ją szeroko i łagodnie, falując fortepianowym punktowaniem. Fragment zachwyca nieco rzewnym urokiem, bo gdzieś w tle zdaje się czaić zapowiedź dramatu. Kolejna, 19, także okazała się wybitnie godną uwagi – jest gwałtowna i mało melodyjna. Pianista świetnie oddał panujących w niej lekki popłoch. Muzyka rozpalała się i przygasała, gnając instrumenty w szalony pęd. Geniušas świetnie operował wyzywającym kontrastem dynamiki i głośności. Fortepian tu niemal nie milknie, po mistrzowsku budując napięcie trudnymi do utrzymania w ryzach zejściami w niższe i niższe dźwięki, żeby potem wrócić w wyższe rejestry. Wtem zmiana – nagle to smyczki podbijały doskonale napięcie krótkimi ornamentami, a fortepian lawirował beztrosko, brzmiąc trochę jak u Gershwina. Wdawszy się w dialog z dętymi, podnosił frazę o kolejne oktawy, dźwięcząc chłodno i drobno, jak osypujące się odpryski szkła. Nagle znów zrobiło się groźnie i bardzo intensywnie, aż do orientalizującgo, baśniowego tutti, które błyskawicznie ustąpiło nadciągającej już ostatniej wariacji, zerwanej z klawiatury.

Fot. Studio Fotografii Fotis
Fot. Studio Fotografii Fotis

Piękny to był koncert, pozostawiający odbiorcę w stanie głębokiego zadowolenia, nasyconego. Zakończenie sezonu zaliczam więc do koncertów-przeżyć, które wspomina się czule i których fragmenty brzmią w pamięci jeszcze wiele miesięcy. Kolejna okazja na udane muzyczne łowy już w piątek, 28 września. O 19:00 Orkiestra Symfoniczna Polskiej Filharmonii Bałtyckiej i mistrz Konstanty Andrzej Kulka rozpoczynają sezon artystyczny 2018/2019. Koncert prowadzi George Tchitchinadze. Idziemy, prawda? 🙂

___________________________

*Wersja włoska to Elegia per grande orchestra, angielska – Elegy for Large Orchestra lub Elegy for Orchestra, tłumaczenie proszę więc potraktować jako umowne.

** I nie zawaham się zapytać go o to przy pierwszej okazji.

*** Według zapisków z dziennika kompozytora, wśród inspiracji do napisania Symfonii nr 5 znalazł się… klucz łabędzi, przelatujący nad głową Sibeliusa. Ich wdzięk oczarował muzyka. Por. np. https://www.npr.org/2011/07/18/111667517/sibelius-5th-symphony-a-song-for-swans?t=1529522565782

Za zdjęcia dzięki dla Studia Fotografii Fotis 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s