Płyty na jesień. „Destination Rachmaninov – Departure”

Wydany w połowie października album to pierwsza część nowego projektu The Philadelphia Orchestra i dyrygenta Yannicka Nézet-Séguina z młoda megagwiazdą, pianistą Daniiłem Trifonowem. Muzycy nagrali już razem Rachmaninowowskie wariacje na temat Paganiniego, Corellego i Chopina, a wkrótce spotkają się znów – opracowując „Destination Rachmaninov – Arrival” (materiał ma być wydany jesienią 2019 r.).

Co do pianisty, był dla mnie jednym z odkryć XVI Konkursu Chopinowskiego. Życzyłam mu drugiego miejsca – jury przyznało jednak trzecie i nagrodę specjalną za najlepsze wykonanie mazurków. Rok później muzyk wygrał moskiewski Konkurs Czajkowskiego i od tego czasu niestrudzenie koncertuje, nagrywa oraz komponuje.

Co grają? 

Trzy kompozycje Rachmaninowa, dwie symfoniczne i jedną piano solo. Muzyczną podróż słuchacz rozpoczyna od melodramatycznego koncertu c-moll nr 2 op. 18 – inspiracji do oscarowej ścieżki Marianellego z „Pokuty” Joego Wrighta na motywach książki Iana McEwana. Ożywienie, jakie przynosi finał koncertu, skutecznie łagodzi błyskotliwa i żartobliwa – jak podkreśla w teaserze do płyty Trifonow – pogodna jak na Rachmaninowa transkrypcja skrzypcowej partity nr 3 E-dur BWV 1006 Bacha. Na koniec – rzadko grany koncert g-moll nr 4 op. 40, który dzięki temu projektowi może zyskać należne mu zainteresowanie i uznanie. Naprawdę na nie zasługuje – to fascynujące dzieło, urzekające impresjonistycznym podejściem do dźwięku i nastroju, jazzowymi wstawkami, a także poważnym charakterem.

Dla kogo? 

Dla każdego, kto chce się dowiedzieć o co chodzi z zachwytem nad tą całą orkiestrą i (zazwyczaj) poczochranym, zgrzanym pianistą. Oba koncerty są bardzo gęste, dość długie i na wielkie składy – ogromna moc dźwięku, nawet bez widoku orkiestry, robi wrażenie od pierwszych taktów. Poza tym oba mają bardzo jasną, klasyczną budowę – trzy części w układzie szybka-wolna-szybka. Szybkie porywają słuchacza, a wolne to muzyka śpiewna, delikatna, z piękny solo fortepianu. Kontrast i bogactwo kolejnych części sprawiają więc, że słuchacz się nie nuży i szybko odczytuje po swojemu zawarte w muzyce nastroje i skojarzenia – czyli jest w stanie zrozumieć muzykę. Płyta nadaje się też dla tych, którzy chcą się wyłączyć na chwilę z rzeczywistości i poobcować z czymś pięknym i emocjonującym. Dla tych, których Bach nudzi albo nęka po nocach jako wspomnienie inwencji, granych w szkole muzycznej – w formie tak przetworzonej, jak na “Departure, jest naprawde przystępny. I dla tych, którzy potrzebują skutecznie zagłuszyć poranne wycie autobusu w drodze do pracy i się dobudzić. 😉

Dlaczego?

Bo zawsze, kiedy fortepian gra, to go słychać. Wydaje się to oczywiste, bo przecież nagranie to zawsze opracowany dźwięk, tu podbity, tam cichszy… A tymczasem efekt ten pojawia się rzadko – nieważne, czy materiał nagrano w sali koncertowej, studiu czy live, w trakcie koncertu. Na “Departure” nawet w pełnym tutti, kiedy dźwięki całej orkiestry się zlewają w jedną warstwę, wciąż słychać fortepian! Uczucie jest świetne – jakby siedziało się ramię w ramię z pianistą albo stało między nim a dyrygentem. Jest to też sprytny zabieg pedagogiczny – słysząc wszystko, co fortepian ma do odegrania, łatwiej zrozumieć rolę instrumentu solowego w koncercie i wysłuchać historii, jaką opowiada.

Bo towarzyszy jej takie oto video:

Świetnie gra, prawda? 😉

Bo Yannick Nézet-Séguin świetnie prowadzi muzyków, którzy utrzymują przez cały album efektowną sprężystość brzmienia. Grają intensywnym, równym dźwiękiem, co słychać szczególnie w zawadiackiej i żywej trzeciej część koncertu nr 4 oraz w finale koncertu nr 2, gdy muzyka wznosi się w gniewnie i głośno, a potem błyskawicznie cichnie w delikatnych, wyczekujących motywach. Dyrygent precyzyjnie wylicza pauzy, niczego nie przedłużając ponad miarę, zresztą w ogóle prowadzi koncerty w dość spokojnymtempie. Trzyma w ryzach duży skład oraz szalejące emocje kolejnych części kompozycji i pozwala królować fortepianowi.

Bo solista. Daniił Trifonow unosi emocjonalny i kondycyjny ciężar koncertów Rachmaninowa. Trudno mi wskazać jakiś słaby moment, taki równy jest cały album. Pianista to bardzo świadomym interpretator – obecny, zauważalny, troszeczkę góruje nad muzyką zamiast w niej znikać, a przy tak potężnych koncertach to duża zaleta.

Kilka momentów to prawdziwe mistrzostwo. Na uwagę zasługuje kilka pierwszych taktów koncertu nr 2, kiedy muzyka wynurza się powoli z ciszy, z tonu na ton ciemniejsza, bardziej dobitna i mocna jak bicie dzwonu. W częściach środkowych symfonicznych kompozycji Trifonow pamięta, że gra wiecznie chmurnego Rachmaninowa. Adagio koncertu nr 2 zaczyna jakby z lekkim ociąganiem. Tworzy wspaniały duet z chłodnym śpiewem fletu, a potem klarnetu. Utrzymuje wrażenie pewnej powściągliwości muzy aż do ostatnich taktów, łagodnie rozłożonych na klawiaturze, chociaż początkową rezerwę zmienia w poufałość. Umiejętnie manewruje zimnym i ciepłym, miłym brzmieniem.

Largo z koncertu nr 4 jest jak nieuważna improwizacja w przydymionym klubie jazzowym, kiedy muzyk na chwilę się rozprasza, ale nie może przestać grać, więc palce niosą go same. Fortepian brzmi tak intymnie, że słuchacz może poczuć się onieśmielony, jakby posłuchał przypadkiem coś, czego chyba nie powinien.

Pianista wydobywa też tajemniczy charakter spokojniejszych motywów w koncercie nr 2, czego nie zauważyłam w innych interpretacjach. I jeszcze panuje świetnie nad alarmującymi motywami, których w koncertach jest sporo – dźwięk nie jest krzykliwy ani histeryczny.

Bo nastrój. Koncert nr 2 to wielkie dramaty i chwile najczystszej radości. Cudownie harmonijne współbrzmienia, romantyczne, rozsnuwające się szeroko melodie, które można potem zanucić – i energia, która sprawia, że człowiek czuje się rześki i gotowy do życia – to jego najmocniejsze strony. Zostawia słuchacza w stanie ogólnego pokrzepienia na duchu, ożywienia i w dobrym nastroju.

Koncert nr 4 jest wybitnie listopadowy. Zaczyna się dość dziwnie, w atmosferze wręcz przygnębiającej schyłkowości, od początku sprawiając wrażenie, że to raczej finał, nie wprowadzenie. Niezliczone niemal ilości drobnych dźwięków w partii fortepianu i orkiestry, pauza na lekko marzycielskie solo fortepianu i zerwane zakończenie świetnie udają, że są trzema bardzo krótkimi, osobnymi częściami. Druga część, ta z jazzem i migotaniem dźwiękiem, zaciera to przedziwne wrażenie. A trzecia zostawia słuchacza w stanie lekkiej dezorientacji, niezaspokojenia i oczekiwania, które łatwo złagodzić… słuchając płyty jeszcze raz (za darmo i legalnie na przykład TUTAJ).

Co jeszcze warto wiedzieć?

The Philadelphia Orchestra – oczywiście w nieco starszym wcieleniu, patrząc z dzisiejszej perspektywy – była jednym z ulubionych zespołów Rachmaninowa. Chętnie i często z nią koncertował jako pianista i nagrywał.

Jednym z utworów skomponowanych przez Trifonowa jest pięcioczęściowa “Rachmaniana”, muzyczny hołd dla kompozytora i wyraz przywiązania do jego twórczości.

_____________

DESTINATION RACHMANINOV · DEPARTURE

RACHMANINOV – Piano Concertos 2 & 4

Daniil Trifonov, The Philadelphia Orchestra, Yannick Nézet-Séguin

Deutsche Grammophon

Premiera: 12.10.2018 r.

www_deutschegrammophon_com
http://www.deutschegrammophon.com

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s